SGGO World Adventure – Grzegorz Simon

🇷🇺 Koniec świata przez jeden — Morze Ochockie

Wyprawa na koniec świata zaczęła się od jednego telefonu

Po wylądowaniu w Moskwie zadzwoniłem do mojego przyjaciela, Siergieja.
Chciałem dać mu znać, że znowu jestem w Federacji Rosyjskiej i że jeśli znajdę chwilę, mogę do niego wpaść.

Usłyszałem:

– Świetnie, że jesteś! Wsiadaj od razu w kolejny samolot i wieczorem, albo najpóźniej jutro rano bądź u mnie w Biełagorsku.
Polecimy razem helikopterem daleko na wschód. Muszę zeksplorować nowe tereny.

Sierioga, to człowiek z charakterem, któremu rzadko kto odmawia. Darzę go szacunkiem, traktuję jak starszego brata, nauczyciela i wcale sie go nie boję. Nie zastanawiałem się długo, bo „pachniało” kolejną ekstremalną wyprawą.


Odwołałem hotel w centrum Moskwy, kupiłem nowy bilet ( w jedną stronę) siedząc w hotelowej recepcji i taksówką wróciłem na lotnisko. Karkołomne zadanie, osiem godzin w samolocie z Moskwy na wschód i rano lądowałem już w Blagowieszczeńsku.


🚁 Początek helikopterowej pasji

Obaj latamy śmigłowcami.
To właśnie Siergiej był pierwszą osobą, która zabrała mnie w tajgę na pokładzie śmigłowca i rozpaliła we mnie tę pasję latania.

Dzięki niemu zacząłem się szkolić, zdobyłem licencję pilota i dziś latam samodzielnie jako kapitan.


🌍 Wyprawa na (taki) prawdziwy koniec świata

To była ekspedycja na absolutny koniec świata.
Surowa. Dzika. Ekstremalna. Taka jaką możesz przeżyć raz w życiu.

Lądowaliśmy:

  • w bazach w środku tajgi,
  • spaliśmy, jedliśmy i odpoczywaliśmy na kontenerowcu, który specjalnie przypłynął w ten rejon aby zabezpieczyć nam logistykę.
  • kontenerowiec stał zakotwiczony w zatoce i pełnił funkcję naszej bazy wyprawowej
  • na nim lądowaliśmy i tankowaliśmy helikopter

Eksplorowaliśmy wybrzeże Morza Ochockiego — miejsca praktycznie pozbawione cywilizacji.

  • odwiedziliśmy opuszczoną kopalnię złota
  • widziałem niedźwiedzie nad brzegiem rzeki
  • rzeki pełne łososi, które płynęły pod prąd na tarło

🔥 na plaży, poza wszelką cywilizacją

  • gotowaliśmy i piekliśmy kraby na plaży
  • w rosyjskim zwyczaju piliśmy z blaszanych baniek wódkę Nieft
  • siedzieliśmy przy ognisku do nocy
  • codziennie lataliśmy śmigłowcem eksplorując teren
  • płukałem złoto w rzece

A przede wszystkim, doświadczałem nierealnej przygody prawdziwego odkrywcy.
Takiej, która bije National Geographic sto razy.


🙏 Wdzięczność

Jestem ogromnie wdzięczny Siergiejowi za tę wyprawę.
Za doświadczenia, których nie da się porównać z niczym innym.