Gdybym kiedykolwiek wcześniej postawił sobie pytanie — czy uda mi się odwiedzić i poznać Wyspę Wielkanocną — nawet przy mojej wybujałej fantazji i konsekwencji w realizowaniu podróżniczych planów odpowiedź zapewne brzmiałaby: nie.
A jednak niesamowity splot wydarzeń, napięta sytuacja polityczna i zamieszki protestujących w stolicy Chile „wygnały” mnie na tę maleńką wyspę położoną pośrodku oceanu — miejsce, gdzie można doświadczyć absolutnej ciszy, a surowe piękno natury każdego dnia koi wnętrze.
Jak potoczyła się ta historia, co zobaczyłem na Rapa Nui oraz czy z perspektywy podróżnika warto lecieć z Ameryki Południowej kolejne sześć godzin nad Pacyfikiem, by wylądować na lotnisku Hanga Roa — o tym opowiem w dalszej części.
cdn. 🙂


















