SGGO World Adventure – Grzegorz Simon

🇷🇺 Przepustka do nieważkości – wojskowy wjazd, cywilny sen, kosmiczny lot – 28.10.2021 r.

Doświadczyłem dziś czegoś, czego nie da się porównać z żadnym innym lotem samolotem pasażerskim, helikopterem, starym Antonowem, sportem ekstremalnym ani żadną atrakcją turystyczną.

Na pokładzie potężnego samolotu IŁ-76 MDK — maszyny stworzonej do szkolenia kosmonautów — razem z czternastoma innymi uczestnikami przeszedłem przez przeciążenia przekraczające 2G, by chwilę później… przestać ważyć cokolwiek.

Dokładnie dziesięć razy.

Każdy cykl nieważkości trwał około 25–30 sekund. Wystarczająco długo, by zrozumieć, że grawitacja jest tylko umową z Ziemią — a nie prawem absolutnym.

Program realizowany przez Moskiewskie Centrum Przygotowania Kosmonautów im. Jurija Gagarina — miejsce, w którym przygotowywano ludzi do opuszczenia planety. Ten sam sprzęt, ci sami ludzie, te same procedury, ten sam samolot, który 98% wszystkich lotów wykonuje wyłącznie z kosmonautami.

Dla osób z zewnątrz dostęp do takiego lotu jest bardzo rzadki. Raz, może dwa razy w roku. Tym razem znalazłem się w grupie piętnastu osób które weszły na pokład.

Planowałem to od 2019 roku.

Nie po to, by mieć kolejną historię do opowiedzenia.
Po to, by sprawdzić, gdzie kończą się moje możliwości — i czy w ogóle gdzieś się kończą.


Gdy ciężar znika

Najpierw jest brutalne przyspieszenie.

Samolot wznosi się stromo, ciało wbija się w podłogę, każdy kilogram nagle staje się podwójny. Oddychanie wymaga wysiłku. Czujesz, jakby ktoś dociskał Cię do materaca z dodatkową siłą.

A potem… cisza.

Nie akustyczna — fizyczna.

Nagle nie ma góry ani dołu. Nie ma punktu odniesienia. Nie ma ciężaru. Nie ma kontroli w sensie, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni.

Jesteś tylko Ty i przestrzeń.

Unosisz się.

Nie skaczesz, nie spadasz, nie lewitujesz jak w filmie — po prostu przestajesz być przypięty do świata.

Pierwszy raz mózg nie wierzy. Drugi raz zaczyna się uczyć. Trzeci — zaczyna się zabawa.

Ludzie wirują, odbijają się od ścian, próbują pływać w powietrzu, łapią się za ręce, ktoś obraca się w osi jak satelita, ktoś inny próbuje „chodzić” po suficie. Śmiech miesza się z koncentracją. Instruktorzy czuwają, by chaos nie zamienił się w kolizje.

Dziesięć razy przechodziliśmy przez ten cykl.

Ziemia puszczała nas na kilkadziesiąt sekund.


Cena kosmosu

Po ostatniej dzisiatej, planowej paraboli zrobiło mi się niedobrze.

Zadanie wykonane, nie było miejsca na słabośc. Wtedy, jak schodziliśmy do ladowania, to co innego.

To niuans, ludzki odruch, cena za spełnione marzenia.

Bo przez kilka minut byłem w stanie doświadczyć wrażenia astronauty – to moje całe życie.


Marzenia z 2019 roku

Ten lot planowałem od lat. Jako kolejny krok w mojej osobistej mapie świata — mapie, która nie kończy się na granicach państw.

Chcę poznawać miejsca, ale jeszcze bardziej — doświadczenia. Sytuacje, w których człowiek musi na nowo zdefiniować samego siebie.

Zero grawitacji jest jedną z nich.


Jak astronauta, który jeszcze nie poleciał

Kiedy po wszystkim wróciłem na ziemię, miałem jedno bardzo wyraźne uczucie:

Tak musi się czuć ktoś, kto poleciał w kosmos… tylko bez widoku Ziemi z orbity.

Nie potrzebujesz rakiety, by zrozumieć, jak bardzo jesteśmy przywiązani do grawitacji — fizycznie i psychicznie.

Kosmos okazuje się bliżej, niż myślimy.

Dla tych, którzy naprawdę chcą.


Bo granice są ruchome

Nie wiem, czy to był najdziwniejszy moment w moim życiu.
Na pewno jeden z najbardziej symbolicznych.

Bo nagle okazuje się, że rzeczy uznawane za niemożliwe — latanie bez ciężaru, szkolenie jak astronauta, wejście do świata zarezerwowanego dla wybranych — są dostępne.

Nie dla wszystkich.

Ale dla tych, którzy nie przestają marzyć.


Kosmos jest w zasięgu ręki. 🌎✈️🚀

Fragment z dziennika podróży – Rosja 2021 r.

Nie spałem prawie wcale.Budziłem się w nocy wielokrotnie, z tym charakterystycznym uczuciem napięcia, jakie towarzyszy momentom, na które czeka się latami. Nie ze strachu przed lotem. Bałem się tylko jednego — że prześpię chwilę, na którą czekałem tak długo.

Nie spałem całą noc. Rano poleciałem w kosmos … nad Moskwą.

Gdy wstałem, byłem troche roztrzęsiony, zmęczony i nienaturalnie pobudzony jednocześnie. Nie zjadłem śniadania — zalecenia były jasne: lepiej lecieć na pusty żołądek. Zamówiłem taksówkę na 6:15 rano. O siódmej miałem stawić się w biurze przepustek wojskowej bazy, skąd organizatorzy zabierali uczestników.

Kierowca podjechał punktualnie. Wsiadłem. Ruszyliśmy.

Problem polegał na tym, że jechaliśmy w złe miejsce, ale o tym jeszcze nie wiedziałem.

Gdy zbliżaliśmy się do Lotniska Czkałowskie, które obsługuje operacje wojskowe i kosmiczne twojskowej, zadzwoniła Julia — moja opiekunka, organizator przedsiewziecia.

— Simon, gdzie jesteś?
— Już dojeżdżam, zaraz bede na KPP – biurze przepustek, brama
— Simon, to nie tam! Z drugiej strony! Jedz, szybko, zaraz 7.00, długo nie możemy czekać.!

Zatrzymałem kierowcę.

— To nie tu. Musimy objechać całe lotnisko. Wjazd z drugiej strony. Taksówkarz spojrzał na mnie zdziwiony.
— Myślałem, że jesteś wojskowy, tak dobrze mówisz po rosyjsku. Nie byłem. Jestem cywilem, podróżnikiem, który właśnie ryzykował spóźnienie na jeden z najrzadszych lotów na świecie.

Pędziliśmy bocznymi drogami, objeżdżając połowę bazy. W głowie miałem jedną myśl: tyle lat czekania — i wszystko może się skończyć przez jeden zły wjazd.

W końcu dotarliśmy.

Julia czekała.

— Dobrze, że jesteś — powiedziała z ulgą. — Simon, już myślałam, że nie polecisz, zapłaciłes i po prostu nie polecisz.


Obowiazkowe badanie przed lotem, które mogło pokrzyżować całe plany.

Weszliśmy razem z Julią do budynku — typowy wojskowy blok, elewacja wewnatrz do połowy pomalowana zieloną farbą. Bez ceremonii usiadłem przy biurku, gdzie czekała lekarka.

Podwinąłem rękaw.

Zmierzyła mi ciśnienie. W normie.

Potem.

— Wystaw język.

— Ok, jesteś dopuszczony.

Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak cienka była ta granica. Gdybym miał podwyższone ciśnienie — a po tej gonitwie, schodach, nieprzespanej nocy, wszystko było wielce prawdopodobne, że nie polecę.

Tyle lat przygotowań mogło zależało od jednego pomiaru ciśnienia. Potem się dowiedziałem, że jakiś zagraniczny turysta trzy razy był odrzucany przez wysokie ciśnienie. Trzy razy leciał do Moskwy i tak bardzo się denerwował, że za każdym razem go odrzucali.


Odprawa jak przed misją

Krótka prezentacja w języku rosyjskim wyjaśniała przebieg lotu. Na szczęście rozumiałem niemal wszystko.

Miałem ze sobą własny lotniczy kombinezon — granatowy, z czerwonymi wstawkami, z wyhaftowanym imieniem, nazwiskiem i oznaczeniem „Helicopter Pilot”. Wśród standardowych czerwono-niebieskich strojów wyglądał inaczej. Bardziej… osobno.

Autobus, którym nas przewieziono, był typowo wojskowy — blaszany, biały, z minimalną liczbą miejsc siedzących. Większość stała.

W środku podszedł do mnie Andriej.

— Skąd jesteś?
— Z Polski.
— A ja z Moskwy. Wiesz, wyszedłem dzisiaj tak wcześnie rano z domu i powiedziałem żonie, że jadę na poza miasto na ważne spotkanie biznesowe. – Nie chcę jej martwić. Jak przeżyjemy, to wieczorem, wtedy wszystko jej opowiem.

Pomyślałem, że każdy z nas ma własny powód, by tu być.


Spotkanie z maszyną

Na płycie czekał on.

IŁ-76 MDK — ogromny, czterosilnikowy samolot o sylwetce transportowca, z charakterystyczną przeszkloną kopułą na dziobie. Maszyna, która na co dzień przygotowuje kosmonautów do lotów w kosmos.

Wchodząc po drabinie na pokład samolotu, odnoszę wrażenie, że wchodzę do innej epoki.

Wnętrze było wyłożone materacami — podłoga, ściany, sufit. Wszystko przygotowane na to, że za chwilę grawitacja przestanie tu obowiązywać.

I wtedy przyszła najbardziej niepokojąca widomosc z instruktażu.

Założyli nam spadochrony.

Instruktor wyjaśnił spokojnie, że podczas pierwszej fazy lotu będziemy w nich siedzieć. A jeśli wydarzy się coś poważnego, to otworzą tylną i będziemy … skakać. Ja pierdolę, na to nie byłem przygotowany.

I nie był to żart.

Obok mnie stał Hiszpan, który prawdopodobnie nie rozumiał rosyjskiego. Kiwał głową, ale patrzył zdezorientowany.

Ja rozumiałem wszystko.

A to wcale nie pomagało.


Nie ma odwrotu

Instruktor dodał jeszcze jedną rzecz:

— Naszym zadaniem jest wykonanie dziesięciu cykli nieważkości. Bez względu na to, co się stanie, lot będzie kontynuowany. Jeśli ktoś źle się poczuje — zajmiemy się nim. Ale przerywać nie będziemy.

To nie była atrakcja turystyczna.
To była wojskowo, kosmiczna operacja do wykonania.


Gdy samolot zaczyna walczyć z fizyką

Start był potężny.

Przeciążenie wciskało w podłogę, oddychanie wymagało wysiłku, ciało nagle ważyło dwa razy więcej. A potem — nagle — ciężar znikał.

Dziesięć razy przechodziliśmy przez ten cykl.

Ludzie unosili się, wirując w powietrzu, odbijając od ścian, łapiąc za ręce, próbując „pływać”. Instruktorzy poruszali się z niewiarygodną gracją, jakby nie dotyczyły ich prawa fizyki.

Czułem ból, dezorientację, euforię i fascynację jednocześnie.

Organizm krzyczał, ale umysł mówił: zostań, wytrzymaj, zobacz, jak to jest.

Przetrwałem wszystkie cykle.

Dopiero po dziesiątym zwymiotowałem — symbolicznie, bo nie jadłem nic od rana. Byłem po prostu wyczerpany.


Widok z kokpitu

W pewnym momencie instruktor zapytał:

— Ty jesteś pilot? Chodź.

Zaprowadzili mnie do kabiny.

Usadzili na podłodze między fotelami, kazali się czegoś trzymać. Złapałem metalową rurę — była gorąca. Piloci byli przypięci pasami, ja nie.

Z tej perspektywy zobaczyłem wszystko.

Kąt wznoszenia około 45 stopni. Niebo wypełniające całą przednią szybę. Komendy od specjalisty od nieważkości: „trzy, dwa, jeden…”.

Czerwone światło.

I nagle… moje ciało oderwało się od podłogi.

Trzymałem się tej rury i patrzyłem, jak piloci prowadzą maszynę w manewrze, który dosłownie oszukuje grawitację.

To był moment absolutnie niewyobrażalny.


Ci, którzy nie wytrzymali

Kilka osób zrezygnowało już po drugim lub trzecim cyklu. Zostały przypięte do foteli w przedniej części kabiny.

Patrzyłem na nich ze współczuciem.

Na materacu można jeszcze leżeć i poddawać się ruchowi. Na krześle — trzeba walczyć z nim bez przerwy.


Powrót na Ziemię

Po lądowaniu ustawiliśmy się na płycie lotniska. Wręczono nam pamiątkowe dyplomy.

Julia spojrzała na mnie i zaśmiała się:

— Simon, żyjesz?
— Żyję.

Byłem blady, roztrzęsiony i kompletnie wyczerpany.

W hotelu położyłem się natychmiast i zasnąłem na kilka godzin.

A gdy się obudziłem, pomyślałem coś absolutnie absurdalnego:

Mógłbym polecieć jeszcze raz.


Bo to nie jest atrakcja. To doświadczenie graniczne.

Zero grawitacji nad Moskwą nie było przyjemną zabawą.

To było zderzenie z granicą ludzkiego ciała i psychiki — a jednocześnie spełnienie marzenia, które jeszcze niedawno wydawało się zarezerwowane dla astronautów.

Kosmos nie zaczyna się na orbicie.

Zaczyna się w momencie, gdy odrywasz się od Ziemi — naprawdę.

🌎✈️🚀