Antarktyda – Orne Harbor

To najpiękniejsze miejsce na Antarktydzie, które w czasie tej podróży miałem okazję zobaczyć.
“Lądowaliśmy” na kontynencie w kilku różnych miejscach, ale ta zatoka, w połączeniu z przepiękną, utrzymującą się bezwietrzną pogodą oraz z oblodzoną górą na którą udało się wspiąć, stworzyły i oddały w najpiękniejszej formie magię tego niezamieszkiwanego kontynentu.

Antarktyda, długo o niej marzyłem, długo na ten rejs czekałem.
Zapisałem się z dwuletnim wyprzedzeniem, a potem armator przełożył termin, bo nie udało mu się ukończyć budowy statku w założonym terminie,
to spowodowało przesunięcie terminu o kolejne pół roku. Następną przykrą niespodzianką był fakt, że popłynąłem sam, mimo że miał to być nasz wspólny rejs.
Chciałem mojej towarzyszce pokazać piękno tej odległej krainy.

To nic, bo od momentu kiedy wsiadłem do samolotu lecącego w stronę Madrytu, nic już nie miało znaczenia i wszystko przestało istnieć.
Realizowała się moja wymarzona, wyśniona, upragniona podróż na inny kontynent, na koniec świata.
Raptem pare dni na statku a dopłynę i stanę na Antarktydzie, tak jak wcześniejsi wielcy zdobywcy tych regionów; Scott, Amundsen, Shackleton i będę mógł uśmiechnąć się i powiedzieć sobie po cichutku spełniłem swoje kolejne wielkie marzenie, mimo wszystkich tych przeszkód jakie spotkały mnie na początku tej drogi.

Podróż do świata jedynego w swoim rodzaju, miejsca na ziemi, gdzie czas i wszystkie inne problemy po prostu nie mają znaczenia.
Magiczne, niesamowite, piękne …
Zdjęcia tylko w niewielkiej formie obrazują co zobaczyłem.
Tam, tam jest już tylko koniec…